czwartek, 29 listopada 2012

5.

Z pozoru zwykły dzień. Jak co tydzień - czwartek; szkoła, dom, pianino, jakieś obowiązki. W każdym z siedmiu dni tygodnia znajdziemy coś wyjątkowego. Codziennie na świat przychodzi ok. 375 tysięcy nowo narodzonych dzieci, umiera ok. 100 tysięcy ludzi, z różnych powodów. Jest o jeden dzień mniej do wakacji, świąt czy ferii. Pewnie właśnie powstają jakieś wielkie dzieła z różnych dziedzin, a teraźniejsi "muzycy" (nie mogę ich nazwać prawdziwymi) tworzą swoje kolejne wielkie hity, które niedługo znajdą się na szczytach list przebojów i za chwilę coraz więcej ludzi będzie się tym jarać, zupełnie nie rozumiem czemu. Reasumując każdy dzień kryje w sobie coś niesamowitego, ale nie piszę o tym bez powodu. Dzisiaj mija dokładnie pół roku odkąd jestem absolwentką szkoły muzycznej I stopnia. Dzień szary i ponury, bardziej skłaniający do przemyśleń niż wszystkie inne. Dzień, w którym uświadamiam sobie, że minęło tak dużo, a zarazem mało czasu od tego wszystkiego, a ja dalej przeżywam wszystko tak samo, jak na początku. Dzień, kiedy wszystko wydaje się bardziej smutne i przygnębiające niż zazwyczaj. Dokładnie pół roku temu musieliśmy odejść od czegoś, co było dla nas wszystkich NAJWAŻNIEJSZE, za co dalibyśmy WSZYSTKO. Za siebie nawzajem, za to miejsce, w którym czuliśmy się lepiej niż we własnym domu. To ono nas połączyło, nauczyło nas wrażliwości i miłości. Pokazało, co to prawdziwa przyjaźń, co to pasja i jak ją rozwijać. Wykańcza mnie ta cholerna pustka, którą to wspaniałe uczucie po sobie zostawiło.

2 komentarze: