niedziela, 4 listopada 2012

1.

Coraz częściej zastanawiam się kim jestem i dokąd zmierzam. Do tej pory nie znalazłam odpowiedzi na te pytania. Postanowiłam tu o tym pisać, żeby w końcu ktoś mógł wiedzieć, co tak naprawdę mnie męczy i że w ogóle coś mi leży na duszy. Nawet jeśli mają być to osoby, których nigdy nie widziałam i pewnie nie zobaczę. Często słyszałam, że piszę w sposób filozoficzny. Może i tak, przecież to filozofowie zawsze podejmowali się pytań dotyczących sensu życia. Po prostu chcę znaleźć odpowiedzi na to, co mnie gryzie i czy inni ludzie też mają problem z odnalezieniem siebie, ustaleniu własnych wartości.
Oficjalnie jestem postrzegana jako osoba szczęśliwa. Nie dziwię się, bo w miejscach publicznych uśmiech nie schodzi mi z twarzy, jednak to tylko pozory. Nie lubię robić wokół siebie szumu, tym bardziej, że ponoć jestem osobą dość popularną w swoim otoczeniu. W środku czuję, że usycham. Część mnie zaczęła umierać pod koniec marca 2012, ale o tym może kiedy indziej. Moją największą miłością była, jest i pozostanie muzyka. Wychowałam się na niej, gdyż mój ojciec również żyje tylko tym; to on mi to przybliżył. Sama gram na fortepianie 7 lat i nie wyobrażam sobie nawet minuty wolnej od jakichkolwiek dźwięków, nut czy melodii. Wszystko kojarzy mi się tylko z tym. Najcichszy szept, uderzanie kropel deszczu o szybę, szum liści, wiatr, śpiew ptaków (...). Cudownie jest żyć najpiękniejszą ze sztuk; tylko to jeszcze jakoś mnie podtrzymuje. 
Nie uważam się za osobę szczęśliwą, ale gdyby popatrzeć na to z boku, nigdy nie powiedziałabym, że jestem kimś pokrzywdzonym przez los. Przecież mam dwójkę rodziców, nie należę do marginesu społecznego i raczej niczego mi nie brakuje. Mam "przyjaciela" płci przeciwnej, który naprawdę bardzo mnie kocha, jestem młoda-wiele przede mną. Są osoby bardzo mi bliskie, niby mogę na nich polegać. Wróć. "Mam dwójkę rodziców"; ojciec nigdy nie był dla mnie jak prawdziwy tata, każda nasza rozmowa kończy się krzykami i kłótnią. Mimo że przybliżył mnie do muzyki, nienawidzę go. 80% roku nawet go nie ma w domu, co nawet jest mi na rękę, bo nie muszę na niego patrzeć, użerać się z nim. Moja mama ma do niego identyczny stosunek jak ja. Będąc już przy mamie wspomnę, że nigdy nie miałam z nią złych kontaktów, ale ostatnio daje mi do zrozumienia to, że nie chce żebym grała. Nie chce, żebym na życie zarabiała poprzez to, co kocham. Brak wsparcia ze strony matki zwłaszcza w takiej sprawie naprawdę boli. "Niczego mi nie brakuje"; ostatnio straciłam coś, co było dla mnie najcenniejsze. Coś, bez czego teraz nie funkcjonuję normalnie i od tego właśnie zaczęły się te problemy. O tym kiedy indziej. "Mam "przyjaciela" płci męskiej", którego zresztą nie mogę nawet dotknąć, miłość na odległość również rani. Ale można powiedzieć, że jest moim kochaniem platonicznym :) 
Trochę się rozpisałam.. Mam nadzieję, że ktoś to chociaż przeczyta. Może wpadnę tu niedługo :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz